Zapomniany bohater i jego prekursorskie idee

Wiele razy pisaliśmy i będziemy pisać o Marianie Wieleżyńskim, chemiku, przedsiębiorcy, patriocie, społeczniku, wychowawcy kadr przemysłu, twórcy “Gazoliny”, pierwszego w świecie systemu akcjonariatu pracowniczego. Ten zapomniany bohater narodowy Polaków sam wyjaśniał swoje idee, plany, ambicje – zamieszczamy tu poniżej fragment artykułu Tomasza Karola Wójcika pt. „GAZOLINA S.A.”, zamieszczonym w czasopiśmie “Wiek Nafty” 3/2020:

“Okres studiów we Lwowie był najważniejszy. Tutaj Wieleżyński nawiązał liczne znajomości i przyjaźnie, tutaj rozwinął swe zdolności organizacyjne i talent przyszłego wynalazcy, tutaj wreszcie pogłębił swoją koncepcję rozwiązania konfliktu między pracą a kapitałem. Duże znaczenie miał incydent, którego był świadkiem, w cukrowni hrabiego Branickiego w Piatyhorach pod Kijowem, gdzie odbywał płatną praktykę w lecie 1899 roku. Przebieg tego incydentu i refleksje nad nim najlepiej oddać w całości własnymi słowami Mariana, wypowiedzianymi tego samego dnia wieczorem w domu państwa Siedleckich, przyszłych swoich teściów. Słowa te wielokrotnie później powtarzane przez Mariana stały się jego życiową misją. Jak wspomina syn Mariana, Leszek, w wydanej przez siebie książce na temat „Gazoliny” pod tytułem „Wspólna Praca – Wspólny Plon”, kilka razy słyszał następującą historię opowiadaną przez ojca:

‘Po kolacji, przy herbacie, opowiadałem o niezwykłym grubiaństwie hrabiego Branickiego wobec jednego z moich pomocników, który dostał kopniaka i rozkaz natychmiastowego opuszczenia fabryki za absolutnie przypadkowe potrącenie swego pana i władcy, gdy ten wizytował przygotowaną, z wielkim pośpiechem, do puszczenia w ruch cukrownię. Mówiłem, że nie chodziło mi o potępienie przeszłości w ocenie tradycyjnego zachowania się polskiego magnata i bezpośredniego potomka tych, co zdradzili i zniweczyli wspaniałą myśl odrodzenia sił Polski w Targowicy, ale o przyszłość przemysłu. Mówiłem też o tym, co mi w głowie zaświtało, gdy pocieszałem zmaltretowanego i płaczącego za stosem skrzyń na podwórku fabryki chłopaka. Mając na względzie wspaniałe dzieła sztuki malarzy czy rzeźbiarzy lub kunsztu mistrzów rękodzieła mówiłem, że tylko duch wolny i respekt otaczających ludzi pozwalał artystom na wykonanie ich dzieł. Zniesienie własności prywatnej, więc własnej inicjatywy człowieka i z głębi serca płynącego zapału do pracy, wydawało się rysować na horyzoncie – dzięki przemysłowi rozwijającemu się wielkimi krokami – możliwość stworzenia jeszcze straszliwszej pańszczyzny niż ta, której człowiek na niskim szczeblu hierarchii społeczeństwa albo musi się poddać, albo z którą od wieków walczy na śmierć. Karol Marks twierdził, że po zwycięstwie nad kapitałem w propagowanej walce klas, własności środków produkcji będzie w rękach klasy pracowników. Ja widziałem ogromną ilość rąk tej klasy i wiedziałem, że do kierowania fabrykami potrzeba również głowy. Nie wiedziałem jednak, czy głowy ludzi, którzy dostaną to kierownictwo po zwycięstwie rewolucji, w ten czy inny sposób będą umiały i chciały działać w równowadze z sercem, co jest nieodzowne, aby pracownicy dostrzegli sprawiedliwość w dyrektywach kierownictwa oraz troskę również o ich byt. Dla mnie dążeniem każdego człowieka powinna być praca na własnym. Jeśli robotnik rolny może marzyć o zdobyciu własnego kawałka ziemi i o gospodarowaniu wedle swojego upodobania, robotnik fabryczny może i powinien myśleć o tym, aby stać się współwłaścicielem przedsiębiorstwa, w którym pracuje. Kiedy po studiach zacznę swoją pracę w wybranym zawodzie, postanowiłem robić, co potrafię, aby zmienić stosunek pracy do kapitału, czyli zasadniczych czynników produkcji – dziś walczących – na świadome współdziałanie. Kiedy skończyłem, pani Siedlecka bardzo serdecznym tonem powiedziała trzy słowa, których nigdy nie zapomnę: Zrób to, synku.’ ”

Jakież to dziś aktualne! W dobie międzynarodowych korporacji, które nie przejmują się niczym i nikim, wyciskają ludzi jak cytryny, a same zgarniają ogromne zyski! Polskę jutra wyobrażam sobie właśnie tak, jak pisze Marian Wieleżyński: jako wspólne dobro, gdzie wszyscy gospodarujemy “na swoim”, dbając także o wspólny interes narodowy.

Dodaj komentarz