Sport, pieniądze, afery a wyniki

Od czasu do czasu słychać o jakiejś aferze finansowej, korupcyjnej lub jeszcze innej w jednym ze związków sportowych – a to w PZPN, a to w związku siatkarskim, tenisowym itd. Można machnąć ręką – czego nie polecam – i powiedzieć, że przecież wszędzie tak się dzieje: w administracji publicznej, biznesie, polityce itd. Taka postawa to znieczulica, tumiwisizm i relatywizm moralny, nie akceptuję jej.

Interesuje mnie, co się dzieje z pracą i wysiłkiem ludzi, wykorzystaniem naszej infrastruktury, z naszymi pieniędzmi – tu: w sporcie. Horrendalnym, kompromitującym przykładem braku wsparcia dla zdolnego sportowca był przypadek Jerzego Janowicza, tenisisty, który doszedł do finału dużego turnieju (rangi 1000) w Paryżu pod koniec 2012 roku, a w 2013 był w półfinale Wimbledonu. Podczas ceremonii wręczania nagród po owym finale w Paryżu prowadzący tę ceremonię życzył Jerzemu Janowiczowi, aby “nie musiał już podczas turniejów spać w samochodzie”. Było mi  wtedy potwornie wstyd za Polski Związek Tenisowy (PZT). Po prostu skandal.

Tak się złożyło, że akurat jakieś dwa lata wcześniej rozmawiałem z pewnym trenerem tenisowym, który wrócił właśnie ze zjazdu PZT. Pamiętam, jak skarżył się, że “chmara pseudo-działaczy” rozdziela pieniądze na rozmaite swoje “projekty”, imprezy i na “bzdury”, czego efektem jest to, że na wsparcie młodych talentów już nic nie zostaje. Był zbulwersowany tym stanem i ciskał gromy na “kliki i koterie” w PZT.

Przeciwnym przykładem są nasi skoczkowie narciarscy: gdy pewien działacz i trener wziął się za trenowanie grupy zdolnych skoczków, wśród których był też jego syn, zgromadził profesjonalną ekipę, wykorzystał dobrze środki, którymi dysponowali, to po niedługim czasie były rewelacyjne efekty: mieliśmy lidera światowego Adama Małysza, zaraz potem Kamila Stocha, Piotra Żyłę i Dawida Kubackiego. Polska drużyna w ciągu kilkunastu lat stała się potęgą światową w skokach narciarskich. Można? Można.

Ponieważ schemat z aferami oraz związkiem pomiędzy wykorzystaniem pieniędzy a wynikami powtarza się regularnie w różnych związkach sportowych, chyba czas, by uporządkować to podwórko i stworzyć nowy, dobry system. O czym myślę? O tym np., aby

  • ci, którzy są już emerytami sportowymi, przestali mieć decydujący wpływ na politykę i działalność związków sportowych,
  • systemowo związki sportowe były zobowiązane głównie do wspierania, szkolenia i promowania młodych talentów,
  • czynni sportowcy też mieli dużo do powiedzenia w związkach sportowych,
  • związki sportowe były objęte lepszą kontrolą wykorzystania zasobów i wydawania pieniędzy.
  • wyniki sportowe i przejrzystość finansową powiązać z absolutorium dla władz związków sportowych i wynagrodzeniami

itd. itp. – pewnie można tu jeszcze dopisać kilka punktów. Mamy wielu zdolnych młodych ludzi, którzy mogliby wygrywać Olimpiady, mistrzostwa Europy i świata, jeżeli będziemy ich efektywnie wspierać i dobrze szkolić, a nie grzęznąć w układach, nepotyzmach, partykularnych interesikach “działaczy”.

Dodaj komentarz