Polityka zdrowotna Polski – cz. 8 – Leki

Jedną z części sektora medycznego są leki. Z lekami jest wiele problemów – są za drogie, niosą skutki uboczne, są “wciskane” przez lobby farmaceutyczne, nie leczą a tylko łagodzą objawy, dają złudną nadzieję, że cudownie pozbawią nas dolegliwości. Zasadniczo nadużywamy leków, a właściwie nie leków (bo wiele nie leczy) tylko produktów firm farmaceutycznych, zamiast leczyć choroby czy dolegliwości naturalnymi metodami, dietą bądź ruchem. Ale taka naturalna terapia oznacza więcej wysiłku, cierpliwości, samodyscypliny – a nam się nie chce, bardzo spieszy i nie podoba, by zmieniać nawyki. Lenistwo i głupota.

Tak oto koncerny farmaceutyczne królują i rządzą – dziś to widać wyraźnie, gdy “wymiksowały” się nawet z odpowiedzialności za tzw. szczepionki anty-covidowe (o ile w ogóle można mówić o szczepionkach na wirusy).

Tymczasem my, społeczeństwo, i nasze państwo zachowują się jak naiwne dzieci, uzależniając się od “big pharma”. A powinniśmy zadbać o prawdziwą kontrolę nad tym strategicznym obszarem, który dotyka zdrowia i życia całego społeczeństwa – nad całym łańcuchem, począwszy od badań naukowych, produkcji, badań klinicznych, przez finansowanie, sprzedaż, monitorowanie i pociąganie do odpowiedzialności.

Mieliśmy w Polsce sporo fabryk lekarstw. Zostały sprywatyzowane, wyprzedane w dużej części w obce ręce. Mamy zdolnych naukowców, którzy byliby w stanie pracować w laboratoriach i opracowywać lepsze leki, sprawdzać ich działanie. Już słyszę głosy lobbystów, że przecież to takie wysokie koszty. To ja się pytam: a kupowanie z zagranicy to nie wysokie koszty? Przecież sami wyprodukowalibyśmy te leki o połowę taniej, dzięki czemu sporo pieniędzy zostałoby na badania.

Kolejna ważna sprawa to zachowanie lekarzy, którzy – nie wszyscy, ale wielu – zachowują się jakby nie studiowali medycyny, tylko przeszli kursy korzystania ze spisu leków i katalogów firm farmaceutycznych. Ileż to opowieści słyszałem o tym, jak to pacjent przychodzi do lekarza i mówi, na co potrzebuje  leki, a lekarz grzecznie je wypisuje. Albo sam proponuje lek, bez dokładnego zbadania i wypróbowania terapii naturalnej, opartej na diecie, ziołach itp.

Także regulacje prawne są fatalne, dopuszczając wiele leków – np. przeciwbólowe – do sprzedaży bez recepty, a nawet poza systemem aptek. Dziś w niektórych sklepach ogólnych, spożywczych czy tzw. kosmetycznych można przeżyć zawrót głowy, widząc całe regały leków i paraleków. Właściwie powinienem napisać nie “leków”, lecz uśmierzaczy bólu i dolegliwości.

System prywatnych ubezpieczalni chorobowych ma tę zaletę, że owe ubezpieczalnie, ze względu na własny interes, sprawdzają zasadność przepisywania rozmaitych leków czy zabiegów, bo przecież akceptując je, muszą je sfinansować. I tu jest naturalny system kontrolny, który nie będzie korupcjogenny, bo ubezpieczalnie mają interes przeciwny do tych, którzy sprzedają leki.

Tu dochodzimy do finansowania leków. Między firmami farmaceutycznymi, aptekami, szpitalami i pacjentami powinien funkcjonować normalny obrót wolnorynkowy, bez żadnych ingerencji. Natomiast jakiekolwiek dopłaty powinny być po stronie pacjenta, który jest ubezpieczony chorobowo i jego ubezpieczalnia dofinansowuje mu zakup leków, albo jest powypadkowym pacjentem państwowego systemu ratownictwa medycznego i finansuje to państwo.

Jednak uważam, że poza przypadkami szczególnymi (tzw. choroby rzadkie, drogie w terapii, o czym była mowa już wcześniej) pacjent powinien partycypować w pokrywaniu kosztów leków z własnej kieszeni – czy to będzie 30%, czy 20%, nie jest przedmiotem tego wywodu, bo powinno być po prostu obliczone przez specjalistów jako wynik rozmaitych symulacji.

Podsumowując, lekarstwa powinny być produkowane w kraju, w polskich przedsiębiorstwach, powinny podlegać surowej kontroli i analizie, mają być sprzedawane na zasadach rynkowych tylko w aptekach, a dopłaty (przy zachowaniu udziału własnego pacjenta w kosztach leków) są po stronie ubezpieczalni, czyli TZUW-ów, o których dokładniej powiemy w następnym odcinku.

Dodaj komentarz