Polityka rolna Polski – cz. 2 – Diagnoza

Pamiętam, jak Polska wchodziła do UE, na nasz kraj rzuciły się tabuny ciężarówek z Europy Zachodniej, by pakować naszą żywność i zawozić do siebie – ponieważ polska żywność była dobra, zdrowa, tania. Bez chemii. Od tego czasu dużo się zmieniło. Jakie jest rolnictwo polskie dzisiaj i jakie ma bolączki? Czy takie jak pokazuje nam to propaganda rządowa i media głównego ścieku, czy inne, pełne zagrożeń i problemów? Popatrzmy na fakty i liczby:

  • Spadek liczby gospodarstw rolnych w okresie 2002-2017 o ponad 700 tysięcy (z 2172,1 do 1409,4 tysięcy) tj. o ok. 35%! Takiego tsunami w polskiej historii dotychczas nie było. Pojawiają się pytania. Czy ten spadek już się zakończył, czy też proces eliminacji drobnych gospodarstw będzie trwał dalej? Z badań hiszpańskich (na podstawie danych z 2007 r.) wynika, że żywotnych gospodarstw tj. takich, które mają szanse rozwoju, jest w Polsce 0,8% z ok. 1,5 mln gospodarstw, czyli zaledwie 19 tysięcy gospodarstw! Czy to jest tylko czarnowidztwo? A może jest to niezbędny proces tzw. restrukturyzacji zbyt rozdrobnionego polskiego rolnictwa, który ma przecież zwolenników? Z pewnością proces eliminacji mniejszych gospodarstw niesie ze sobą olbrzymie koszty ekonomiczne, środowiskowe i kulturowe. Uważam, że jest to zaplanowana blokada wykorzystania istniejącego potencjału polskiego rolnictwa. Proces ten oznacza także olbrzymie koszty społeczne w Polsce (emigracje młodych rolników, bezrobocie, wykluczenie społeczne, utrata godności byłych już rolników, alkoholizm etc.) oraz zanik tradycyjnych więzi kulturowych. Skutków tych procesów oraz ich kosztów jednak nie oblicza się. Natomiast akcentuje się korzyści polskiej gospodarki żywnościowej spowodowane naszą obecnością w UE przez pryzmat korzyści niewielkiej liczby największych gospodarstw oraz dodatniego salda w handlu zagranicznym artykułami rolno-spożywczymi.

  • Zapaść spółdzielczego systemu skupu, dystrybucji, handlu i przetwórstwa płodów rolnych. Symbolicznym przykładem tych „przemian” była sprzedaż Hortexu, znanego kiedyś sztandarowego spółdzielczego zakładu przetwórstwa spożywczego na świecie. Zadecydował o tym ówczesny fałszywy dogmat o wyższości prywatnej własności nad własnością spółdzielczą i państwową („słynna” ustawa ze stycznia 1990 r. o zmianach w spółdzielczości). Z pewnością system spółdzielczy wymagał zmian, ale nie jego unicestwienia. Nie od dziś wiadomo, że największe dochody w łańcuchu dostaw żywności są generowane w przetwórstwie i handlu. Zostały one jednak rolnikom odebrane.

  • Prywatyzacja zakładów przemysłu spożywczego, jednego z głównych odbiorców surowców rolnych. Od 1990 r. (przystosowywanie się do warunków akcesji Polski do UE) do 2009 r. (prawie 5 lat po akcesji) sprywatyzowano 346 państwowych przedsiębiorstw spożywczych, z czego większość miała miejsce w latach dziewięćdziesiątych. Z tej grupy podmiotów do roku 2009 aż 256 firm przejęły zagraniczne podmioty.

  • Efektem zachodzących procesów prywatyzacyjnych jest dyktat cenowy sieci handlowych i dużego przetwórstwa w stosunku do rolników. Kolejni ministrowie rolnictwa nie radzą sobie z tym problemem.

  • Wzrost specjalizacji i koncentracji produkcji rolniczej oraz chemizacji rolnictwa i przetwórstwa spożywczego W wielu gospodarstwach nie prowadzi się już jednoczesnej uprawy roślin i chowu zwierząt sprzyjających tzw. cyklowi zamkniętemu produkcji. Upowszechniają się monokultury upraw i przemysłowy chów zwierząt. Jednocześnie odnotowywane jest większe zużycie nawozów, pestycydów, antybiotyków, hormonów wzrostu, wzrost napromieniowania, zawartości zagęszczaczy, wybielaczy, polepszaczy smaku w żywności etc. Przykładowo od przystąpienia naszego kraju do UE wzrosło zużycie nawozów, w tym azotowych, o 31%, a produkcja roślinna wzrosła zaledwie o 5%. Procesy te mają negatywny wpływ na stan środowiska naturalnego (zanieczyszczenie gleb, wód, powietrza, zanik różnorodności biologicznej), rozwarstwienie dochodów rolników, spadek jakości żywności i w konsekwencji stwarzają zagrożenia dla naszego zdrowia.

  • Odrębnym i bardzo groźnym procesem jest wykorzystywanie w sektorze żywnościowym genetycznie modyfikowanych organizmów (GMO) oraz związanych z nimi technologii. Olbrzymim zagrożeniem jest wykorzystywanie glifosatu (aktywna substancja zawarta w pestycydach związanych z uprawą GMO) m.in. do oprysków w uprawie zbóż, rzepaku, gryki, a nawet w ogródkach działkowych i przydomowych. Przy teoretycznym zakazie uprawy roślin genetycznie modyfikowanych w Polsce jesteśmy jednak narażeni na powszechną zawartość GMO w przetworzonej żywności (soja i kukurydza genetycznie modyfikowana, różnego rodzaju kasze, sałatki, sosy, oleje, dodatki do żywności, produkty gotowe do spożycia)

  • Degradacja gleb, których jakość jest i tak niska w Polsce (2/3 to gleby lekkie i zakwaszone). Efektem specjalizacji i chemizacji w okresie ostatnich 30-stu lat jest spadek zawartości węgla organicznego o 10-20%, która to zawartość jest wskaźnikiem żyzności gleby. A żyzność gleby, nawet dla mniej zorientowanych, jest fundamentem uzyskiwania wysokich plonów o wysokiej wartości odżywczej, w tym gromadzenia wody, której w Polsce tak bardzo brakuje.

  • Spadek wartości odżywczej żywności. Spektakularnym na to dowodem jest przykład z sadownictwa. W latach 50-tych 3-4 jabłka odmiany Koszteli zaspakajały w pełni dzienne zapotrzebowanie dorosłej osoby na witaminę C – dzisiaj potrzeba ich zjeść aż 4-6 kg na dzień! Badania naukowe ewidentnie wskazują, że płody rolne uzyskiwane w tzw. rolnictwie konwencjonalnym (skoncentrowanym i schemizowanym) ma o wiele niższą wartość odżywczą.

  • Wzrost chorób cywilizacyjnych takich jak cukrzyca, choroby krążenia, nowotwory, zaburzenia hormonalne, alergie. Jest to związane z ogólnym pogarszaniem się stanu środowiska, ale także z chemizacją rolnictwa i żywności. Liczne alergie i choroby zakaźne przypisuje się rozwojowi przemysłowego chowu zwierząt w olbrzymich fermach.

  • Spadek krajowych nakładów na rolnictwo. Niezrozumiały ze względu na znaczenie rolnictwa i dyskryminacyjne traktowanie polskiego rolnictwa w podziale unijnego budżetu, jest spadek krajowych wydatków na rolnictwo wyrażony w procentach wydatków z polskiego budżetu. W 1997 r. było to 2,3%, w 2002 r. 2,3 %, w 2010 r., 1,91%, a w 2019 r. 1,18%!

  • Dyskryminacja finansowa polskiego rolnictwa w podziale unijnych środków finansowych, począwszy od warunków akcesyjnych do planowanego podziału budżetu na lata 2021-2027. Biedniejsi polscy rolnicy od lat otrzymują mniejsze wsparcie od swoich bogatszych kolegów ze starej Unii, co jest ewidentnie sprzeczne z celami unijnych traktatów! Po 13-stu latach obecności w Unii Europejskiej dochody na osobę w pełni zatrudnioną w rolnictwie plasują Polskę na jednym z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej (za nami tylko Chorwacja, Rumunia i Słowenia).

  • Wzrastające zadłużenie rolników i firm rolniczych. W czerwcu 2019 r. łączne zadłużenie wynosiło 943 mln zł, w tym zadłużenie rolników indywidualnych ok. 529 mln, a 1.443 firm rolniczych ok. 414 mln zł (dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej – BIK). W 2018 r. dług branży rolniczej wynosił 412,5 mln zł (dane Krajowego Rejestru Długów – KRD), ale w ciągu pięciu lat wzrósł o 280 mln zł). To oficjalne zadłużenie. Rzeczywiste z pewnością jest dużo wyższe. Niektórzy rolnicy mają także problemy z uregulowaniem opłat za prąd, telefon czy RTV. Głównymi powodami zadłużenia są straty spowodowane anomaliami pogodowymi, niskie ceny zbytu, długie okresy oczekiwania na zapłatę, choroby zwierząt (np. afrykański pomór świnń – ASF). Otrzymywane rekompensaty nie niwelują tych strat.

Powyższe procesy wymagają radykalnych zmian w polskiej polityce rolnej. Będzie to przedmiotem dalszych części rozważań nad polskim rolnictwem.

Dodaj komentarz