Polityka historyczna Polski – cz. 8 – Relacje polsko-niemieckie

Z Niemcami jest od zarania pewien problem: nie mają stabilizującej tożsamości, nie mają zakorzenienia tak jak mają je Grecy, Polacy, Norwegowie, Irlandczycy i wiele innych nacji. To jest w pewnym sensie “posklejana, niespójna i zagubiona nacja”. Wiem, o czym piszę, bo spędziłem sporo lat w Niemczech, znam Niemców, ich atmosferę, sposób myślenia. Jest nawet jeszcze gorzej, bo odkrycia archeologiczne, analizy językoznawcze oraz badania genetyczne wskazują na coś, co jest niemiłe niemieckim uszom: Niemcy jako nacja to swego rodzaju mieszaniec, taki kundel Europy. Na to nakłada się wielowiekowe rozbicie na dziesiątki ksiąstewek, zróżnicowanych językowo, religijnie, wojujących i funkcjonujących w ciągłym zagrożeniu i napięciu. Z tego wynikała agresja, radykalizm, okrucieństwo i kilkukrotne błądzenie całej “wielo-niemieckiej” społeczności, z tego wynikała i wynika łatwość do pójścia za radykalną ideologią i prężenie w jej imię muskułów. Oto przykłady:

  • Niemcy, jako zbiór plemion posługujących się podobnym językiem chcieli przejąć tradycję, wielkość, splendor Cesarstwa Rzymskiego i utworzyli sojusz, który nazwali Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego – oczywisty bezsens logiczny, zdradzający kompleksy niższości.
  • Niemcy, Germanie, Sasi siłą wydzierali Słowianom ich ziemie, wsie  i miasta od Renu na wschód, a od Franków na zachód. Nazwy takich miast jak Brema (brama), Rostock (roztoka), Lipsk (lipa), Chemnitz (Kamienica), Goerlitz (Zgorzelec), Cottbus (Chociebuż), Erfurt (Jarobród), Hamburg (Bogbór), Koeln (Kolin – dzisiejsza Kolonia) są pochodzenia słowiańskiego.
  • W Niemczech, nie gdzie indziej, powstało centrum reformacji na początku XVI wieku, które zrodziło Lutra i jego tezy;
  • Prusy, niemieckie księstwo, a potem królestwo, szukały zajadle nowych ziem, zdobyczy, niszcząc słowiańskie plemiona, podbijając niemieckie ksiąstewka, tworząc intrygi i realizując rozbiór Polski.
  • Prusy, z Bismarckiem na czele, zjednoczyły niemieckie ksiąstewka i narzuciły im pruski dryl, wynikający z obsesji Bismarcka na punkcie państwa jako absolutu (p. filozofia tzw. idealizmu niemieckiego) – państwo miało działać jak super-sprawna armia, na rozkaz, lewo marsz, prawo marsz – kolejarze, bankowcy, nauczyciele, policjanci, pocztowcy, urzędnicy, sędziowie, poborcy podatkowi, lekarze itd. – wszyscy mieli być jak karna armia. To Bismarck wprowadził na szeroką skalę instytucję etatu i przepoił całe państwo duchem militaryzmu.
  • Na początku XX wieku Niemcy zapragnęły zawładnąć całą Europą Środkową (koncepcja Mitteleuropy), z czego zrodziła się I wojna światowa.
  • Niemiecka III Rzesza już całkiem postradała rozum i stworzyła bestialską machinę mordowania wszystkich opornych i niezakwalifikowanych do “narodu panów”.

Dlatego nazywam Niemców nacją ze złamanym kręgosłupem. Z tego historycznego i moralnego zagubienia Niemców wynika wciąż poszukiwanie swojej tożsamości. Oni tak bardzo chcą być Europejczykami, obywatelami Unii Europejskiej, bo nie bardzo wiedzą, jak mają być Niemcami.  Stąd takie ich mocne zaangażowanie w struktury UE, powiązane ze starą chęcią dominacji.

Ta odmienność Niemców ma także odbicie w warstwie językowej. U nas, w Polsce, mówi się najczęściej “Ojczyzna”, mając na myśli całą Polskę. U Niemców mówi się najczęściej “Heimat”, słowo, które pochodzi od “Heim”,  czyli dom (rodzinny). O języku mówi się u nas “ojczysty”, a u Niemców “Muttersprache”, co znaczy “język matczyny”. I tak dalej.

Niemcy wytworzyli u siebie obcą nam cywilizację bizantyńską (CB, p. świetna klasyfikacja cywilizacji Feliksa Konecznego), która stawia prawo publiczne ponad prawem prywatnym, głosi zwierzchność władzy politycznej nad duchową i niezależność polityki od moralności. Państwo w tej cywilizacji  tworzyło potężną biurokrację i bardzo rozbudowane regulujące wszystkie dziedziny życia prawo oraz charakteryzowało się znacznym uciskiem fiskalnym. Rozrośnięty aparat państwowy daje przewagę mechanizmom i procedurom nad organizmem i ludźmi: mechanizm może działać nawet wtedy, gdy działanie to nie ma już żadnego celu. Wcieleniami cywilizacji bizantyńskiej w Niemczech były zakon krzyżacki i Prusy. Cywilizacja ta wykształciła protestantyzm, który, jak prawosławie, uznał dominację władzy politycznej nad kościelną (cuius regio, eius religio). CB wyraża się w biurokracji, w rozbudowywaniu prawa ograniczającego coraz więcej dziedzin życia, w eliminacji etyki z życia zbiorowego (patrz: wymówka niemieckich oficerów hitlerowskich „ja tylko wykonywałem rozkazy”) oraz w militaryzacji.

Jeżeli popatrzy się syntetycznie na całą historię Niemców, uwzględniając to, co powyżej, ich ciągłą ekspansję, “Drang nach Osten”, brutalne germanizowanie i poczucie wyższości cywilizacyjnej i gospodarczej, to łatwo zrozumieć, że wielu narodom europejskim, w tym Polakom, nie będzie łatwo się z nimi dogadać, o ile to w ogóle możliwe. Nasza tradycja, nasza mentalność jest rzeczywiście dużo inna niż niemiecka.

Do tego dochodzą jeszcze inne wątki, o których się prawie w ogóle nie mówi:

  • Niemcy obawiali się zawsze żywiołu słowiańskiego i Polaków – nie w sensie siły militarnej, choć tego też, ale przede wszystkim naszej kreatywności, umiłowania wolności, zdolności i inteligencji. Świadczą o tym rozmaite wypowiedzi, np. Hitlera, o wysokich walorach Polaków. Dlatego nas tak mordowali i rabowali nam, co się dało.
  • Niemcy (wszyscy z cywilizacji bizantyńskiej) szanują tylko silnych – militarnie, gospodarczo. Dlatego z pewnym kompleksem patrzyli całe wieki na potęgi kolonialno-militarne takie jak Wielka Brytania, Francja czy Hiszpania, a potem z szacunkiem i bojaźnią – na Rosję.

Z tego wszystkiego wynika dla naszych relacji z Niemcami podstawowa zasada: trzeba z nimi rozmawiać twardo, konkretnie, będąc dobrze merytorycznie przygotowanym. Tylko tak będziemy mieli pozycję równorzędnego partnera. Trzeba im przypominać o mordach i ludobójstwie, żądać reparacji wojennych, oddania zagrabionych dzieł sztuki, a z nowszych czasów – o łamaniu solidarności państw UE choćby poprzez budowę Nord Stream 1 i 2.

Oczywiście, Niemcy mają dużą przewagę gospodarczą i finansową, więc są w stanie “kupować” sobie poparcie dla swojego stanowiska. Tym bardziej trzeba im patrzeć na ręce, przypominać o ich odpowiedzialności za zbrodnie i za solidarność w UE. Trzeba wytaczać im głośne procesy za nazywanie niemieckich obozów koncentracyjnych “polskimi obozami koncentracyjnymi”.

Niemcy powinni być przez nas zalewani informacjami o zbrodniach ich dziadów i ojców, o zniszczeniach, których dokonali w Polsce, o wyzysku Polaków przez Niemców w okresie rozbiorów i za III Rzeszy. Polska powinna żądać zwrotu dóbr kultury, otwarcia archiwów historycznych dla polskich naukowców i dziennikarzy. Powinniśmy drukować mapy Europy ze słowiańskimi nazwami miejscowości aż po Ren i granicę duńską. Taka powinna być nasza polityka historyczna, niezależnie od dzisiejszej, wciąż asymetrycznej współpracy gospodarczej Polski i Niemiec. Współpracy, której do partnerstwa jeszcze daleko.

 

Dodaj komentarz