Polityka historyczna Polski – cz. 5 – Meandry badań naukowych

Co się dzisiaj wyczynia w polskiej tzw. nauce (w nadwiślańskich korporacjach sprzedających dyplomy)? Mamy do czynienie przeważnie z pseudo-nauką, z  przyczynkarstwem (zajmowaniem się pierdółkami, a nie ważnymi tematami), z poprawnością polityczną, powtarzaniem i interpretowaniem po raz n-ty tego, co ktoś już dawno napisał, z cenzurą gremiów decyzyjnych (rady “naukowe”, koterie profesorskie), z zakazami poruszania niewygodnych tematów, badań archeologicznych i ekshumacji, z próbami ośmieszania i niszczenia tych, którzy łamią cenzurę i poprawność, z przyjmowaniem obcej (zagranicznej) narracji za pieniądze, z rozdawaniem grantów “znajomym królika”, tym wygodnym, poprawnym… Farsa! Tragedia! Żenada! Skandal!

Nie liczy się dziś, niestety, prawda, rzetelność, wkład pracy, solidne udokumentowanie, ale liczy się poprawność feudalno-akademicka i cytowanie państwa profesorstwa bez wykraczania poza tegoż profesorstwa zmurszały kanon. Rzadkie wyjątki profesorskie potwierdzają tę regułę.

Z całej tej tragikomedii wyłania się wyraźny, przeraźliwy obraz naszego państwa, naszej sieci akademickiej i tzw. nauk historycznych: nie ma gospodarza, nie ma suwerennej polskiej nauki, nie ma celu, strategii, mądrego kierowania i finansowania. Jest prywata, szarpanka, punktomania, karierowiczostwo, tytułomania, jurgieltnictwo, bełkot, miałkość.

Tym bardziej chwała wszystkim tym, którzy się – poświęcając wiele – wyłamują z tego chocholego tańca niemocy. Dla mnie takim pozytywnym przykładem jest pani dr Ewa Kurek, która jest od lat szykanowana przez układ polityczno-akademicki, nie dostaje złotówki, a mimo to pisze, publikuje i występuje z publicznymi wykładami. Takich ludzi jest procentowo bardzo niewielu, ale są i trzeba ich wspierać, finansować, promować. Dlaczego się tego nie robi? Czyżbyśmy mieli nad Wisłą polityków na usługach obcych państw?

Tymczasem państwo powinno stymulować i wspierać badania, analizy i publikacje historyczne:

  • wpisujące się w polski interes narodowy,
  • pokazujące prawdę historyczną,
  • budujące naszą tożsamość narodową i dumę z naszych dziejów,
  • odpowiadające na ważne pytania i pokazujące ważne historyczne procesy,
  • odważnie podejmujące tematy, które były przemilczane,
  • odpierające kłamliwe oskarżenia wobec narodu polskiego,
  • pokazujące historyczne, cywilizacyjne dokonania naszych przodków,
  • pokazujące naszych bohaterów narodowych, wspaniałych gospodarzy, przemysłowców, ludzi kultury.

Tego wszystkiego bardzo brakuje. Mam często wrażenie, jakby cała ta oficjalna maszyneria albo się pogubiła, albo pracowała dla obcych państw, co byłoby przecież rodzajem zdrady narodowej. Chce się krzyczeć: gdzie jest POLSKA myśl historyczna, polska szkoła historii??? Bez tego utoniemy w morzu półprawd, ćwierćprawd, kłamstewek i ideologicznych wtrętów.

Dlaczego w muzeum obozu zagłady Auschwitz przemilcza się to, że najpierw więziono tam Polaków, a potem inne nacje? Dlaczego przemilcza się kwestie reparacji wojennych od Niemiec? Sprawę zamachu na generała Sikorskiego w Gibraltarze? Złamanie zobowiązań sojuszniczych przez Brytyjczyków i Francuzów w roku 1939, a potem – zdrada sojusznika w latach 1943-45? Kwestie całych klanów rodzinnych w UB, SB w kresie 1945-1990? I masę innych spraw? Czy rzeczywiście nie jesteśmy suwerennym państwem, jak można wnioskować z postawy polityków i prac komisji wokół katastrofy smoleńskiej?

Badania naukowe w Polsce, szczególnie historyczne, jak też inne humanistyczne, są do całkowitej reorganizacji i weryfikacji w nieodległej suwerennej Polsce…

 

 

Dodaj komentarz