Nasza prawdziwa historia

Nasza prawdziwa historia ukryta jest w archiwach wywiadów Państw Zachodnich
Witold Modzelewski, 9 czerwca 2021, Redakcja Konserwatyzm.pl

Kiedyś otworzą się archiwa wywiadów tzw. wielkich mocarstw i nie tylko my będziemy mieli kłopot z naszą dotychczasową wersją historii. Można przecież podejrzewać, że wiele naszych pomnikowych postaci było zbrukanych powiązaniami ze służbami specjalnymi obcych państw, brali za swoje usługi pieniądze a ich działania były w złej wierze, również z ewidentną szkodą dla Polski i Polaków. Przecież większość z nas zastanawiała się nad naszym polskim fenomenem przeszłości i teraźniejszości, który polega na tym, że naszą rzeczywistość kształtują przecież wybitne jednostki o niekwestionowanym patriotyzmie, które ze wszystkich sił działały poświęcając się dla dobra naszej ojczyzny, a nam Polakom żyło się coraz gorzej, byliśmy grabieni i wykorzystywani, podobnie zresztą jak nasz kraj jako całość. W fasadowej wersji naszej historiografii ten powtarzający się od trzystu lat fenomen traktowany jest w najróżniejszy sposób. Wymienię tylko te najważniejsze:

  • zdrada; jesteśmy bez przerwy zdradzani przez naszych wiarołomnych przyjaciół, którzy jednak mimo to nie przestają być naszymi przyjaciółmi, a my musimy pozostawać im wierni (semper fidelis),

  • naiwność, granicząca z ograniczeniem umysłowym; nasi wielcy politycy mieli najczęściej głęboko upośledzone możliwości umysłowe i z reguły czegoś tam sobie „nie mogli wyobrazić” (np. Józef Beck i Rydz Śmigły nie umieli sobie wyobrazić aliansu między Niemcami a państwem bolszewickim, mimo że to ostatnie było to od początku wymyślone i sfinansowane przez rządy w Berlinie),

  • brak podstawowych informacji; rozumowanie dworskiej historiografii i publicystyki jest następujące: gdy owi Wielcy Polacy o czymś ważnym wiedzieli, to ich równie wielkie czyny nie doprowadziłyby nas do powszechnie znanych katastrof. Przykładowo: gdyby twórcy naszej współczesnej niepodległości wiedzieli jakie zamiary wobec naszej gospodarki ma Zachód, to nigdy by nie zawierzyli Balcerowiczowi,

  • idealizm i ideowość; owi wielcy politycy byli aż tak przepojeni miłością do ojczyzny, że nie byli zdolni do jakichkolwiek kompromisów i odrzucali wszystko, co było sprzeczne z ich obrazem („lepiej umrzeć i żyć na kolanach”). Byli oni pozbawieni podstawowych umiejętności taktycznych, brali na „klatę” każdy cios, przez co szybko byli znokautowani, ale nigdy nie wyrzekli się swoich ideałów. Tu przykładów jest na tyle dużo, że przytoczę tylko jeden: przywódcy Powstania Listopadowego, mimo że wielokrotnie otrzymali od Rosji jednoznaczne sygnały, że możliwy jest kompromis z Mikołajem I (nawet w czasie szturmu Warszawy w 1831 roku), który mógł nadto uratować wiele atrybutów naszej ówczesnej państwowości, odrzucali z miejsca te propozycje, bo byli wyłącznie natchnionymi ideowcami. A warto przypomnieć, że konieczność militarnego pokonania Wojska Polskiego, którego nominalny dowódca był również na podstawie traktatu międzynarodowego koronowanym Królem Polski, było dlań katastrofą polityczną i wizerunkową.

Czy naprawdę los nas aż tak pokarał, że wielcy przywódcy naszego kraju byli takimi nieudacznikami, których tak łatwo było okpić na naszą szkodę? Najzwyczajniej nie wierzę. Ani w naiwność, ani idealizmy, brak wiedzy a nawet w zdrady. Nie byli to przecież ludzie aż tak upośledzeni umysłowo. Więcej: wiele już wiemy o ich ówczesnych przeciwnikach, a po tamtej stronie jawi się nam galeria przeciętniaków, biurokratów lub sługusów: charakterystyki np. brytyjskich czy pruskich polityków XVIII i XIX wieku są wręcz porażające, są to ludzie co najwyżej mierni.

Dlatego więc od ponad trzystu lat przegrywamy (prawie) wszystko co jest do przegrania a naszym obywatelom często lepiej żyło się pod „butem zaborców”, bo jakoby niepodległa ojczyzna zsyłała na nich wszystkie lub prawie wszystkie możliwe nieszczęścia? Odpowiedź może być tylko jedna: ludzie ci często działali w złej wierze, ktoś im kazał (lub sami chcieli) ścignąć na nas wszystkie możliwe nieszczęścia. I się im to z reguły udawało. Może nie mieli ważnych zleceniodawców? Sądzę, że powoli wielu z nas podejrzewa, że tak było, a ujawnienie kompromitujących powiązań jest tylko kwestią czasu. Dlatego też jesteśmy przygotowywani na te niespodzianki, czego najlepszym przykładem jest kreowanie na bohaterów narodowych kolejnych agentów obcych wywiadów, którym stawiamy już pomniki. Oczywiście nie są to agenci wywiadu rosyjskiego czy też sowieckiego, ale kto wie, może mieli kilku sponsorów?

Witold Modzelewski

Dodaj komentarz