Co to jest NORMALNOŚĆ ?

Ostatnimi czasy słyszymy raz po raz o “nowej normalności”, o “nowym ładzie” itp. Po tzw. “pan-demii” niektórzy ogłaszali “powrót do normalności”, a inni – wręcz przeciwnie: “nie będzie powrotu do starej normalności”. I sobie pogadali.

Ale cóż znaczy to obracane we wszystkie strony słowo-klucz “normalność”? Normalność pochodzi od normy, a norma? Przejęte z łaciny słowo norma oznacza prawidło, przepis, wzór, miernik, regułę. Normy społeczne to wypracowane przez pokolenia akceptowane przez społeczność zachowania, inaczej mówiąc – wzory zachowań, zachowania prawidłowe, mieszczące się w przedziale akceptowalnym społecznie.

Normy w technice są łatwe do określenia – podaje się liczbę, przedział liczbowy, jednostki i sprawa jest jasna. A normy społeczne? Przecież nie da się ich wyrazić liczbami. Z kolei normy raz na zawsze zdefiniowane nie obroniłyby się historycznie, bo przecież kiedyś normą było niewolnictwo, a dziś jest ono nielegalne, normą było pojedynkowanie się, a dziś jest zakazane itd.

A zatem jak określić normy i na ich bazie rozpiąć przestrzeń zwaną normalnością? Do tego potrzeba sumienia, moralności i uznania prawa naturalnego. “Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe” jest taką mądrością, która wytycza granice normy. “Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka” jest kolejną taką wytyczną. “Miłuj bliźniego jak siebie samego”, “bez pracy nie ma kołaczy” to kolejne drogowskazy dla ustanowienia norm. Kolejna porcja to Dekalog. Normy społeczne oparte na takiej, chrześcijańskiej etyce budują normalność: przestrzeń zachowań szczerych, uczciwych, naturalnych, przepojonych duchem szacunku wobec życia i pracy, godnych,  wypełnionych imperatywem dawania od siebie – społeczności.

Mówiąc językiem dnia codziennego, normalność jest wtedy, gdy nie trzeba przebijać muru w oczywistej sprawie, gdy eksponowane funkcje i stanowiska zajmują ludzie prawi, kompetentni, mądrzy, gdy dyskusje odbywają się bez agresji i są merytoryczne, gdy zasoby są wykorzystywane gospodarnie, sensownie, uczciwie, gdy prawo jest dobre i przestrzegane, gdy spory sąsiedzkie rozwiązują sami sąsiedzi, najwyżej z pomocą trzecich sąsiadów, gdy dzieci są uczone męstwa, zaradności, postawy pro-społecznej, gdy zawody sportowe toczą się na zasadach fair play, gdy urzędnik robi wszystko, by pomóc obywatelowi, a nie piętrzyć bariery.

Normalność to spokój, uśmiech na twarzach ludzi, współpraca i wzajemna pomoc, to skupienie się na twórczej i pożytecznej pracy, brak strachu i obaw. Normalność to docenianie ludzi mądrych, zdolnych, wybitnych, prawych, pracowitych, to zaprzeczenie nepotyzmu, korupcji. Normalność to proste, zrozumiałe prawo, to przejrzystość procesów decyzyjnych, słuchanie społeczeństwa przez parlamentarzystów, radnych i urzędników. Normalność to radość życia bez potrzeby ukrywania czegokolwiek.

Tymczasem mamy anty-normalność: rządy ludzi niekompetentnych, korupcję, zastraszanie, ukryte procesy decyzyjne i sądowe, poplątane prawo, mętne warunki. W takiej mętnej wodzie chętnie pływają różne “ryby”, dla których normalność byłaby koszmarem, końcem świata, bo musieliby pożegnać się ze stanowiskami, tłustymi pensjami, różnymi przywilejami, bywaniem w mediach. A nierzadko  musieliby też spakować szczoteczkę do zębów i udać się do więziennej celi. Dlatego tak bronią tego mętnego układu.

To, co niektórzy ogłaszają “nową normalnością”, to nic innego, jak właśnie anty-normalność, chaos, sprymitywizowanie i zohydzenie życia społecznego, zburzenie wartości, moralności, solidarności społecznej, kultury. Dopóki panują takie “anty-normy” jak kradzież w majestacie prawa (spekulacja i inne formy), partyjniactwo zamiast demokracji, bezkarność dla wybranych po dokonaniu oczywistego przestępstwa, publiczne bezkarne obrażanie wulgarnymi epitetami, marnowanie ogromnych środków publicznych bez żadnych konsekwencji czy ukrywanie się za immunitetem po chuligańskich i karalnych czynach, dopóty nie będzie normalności.

Wniosek: trzeba oczyścić cały kraj, całe państwo, klarownie spisać normy i wziąć się za ich przestrzeganie. Prawdziwe trzęsienie ziemi. Ale bardzo go potrzebujemy, by wreszcie wyjść z postkomunistycznej, mętnej wody kompradorsko-oligarchicznej.

Dodaj komentarz